Wspomnienia jednej Podróży

Różnie toczą się ludzkie losy. Czasami jesteśmy faktycznie jego kowalami: Udaje się nam iść przez życie zgodnie z naszym planem i życzeniem , innym razem fala zdarzeń niesie nas, biernych , bezwolnych ku nieznanemu przeznaczeniu.

„Człowiek strzela, Pan Bóg Kule nosi”, jak mówi polskie przysłowie.

Znajomy, bardzo starannie przez miesiące przygotowywał się wyjazdu za granicę. W tajemnicy sprzedał mieszkanie, spieniężył wszystkie dobra ruchome, załatwił wizę do USA a następnie kupił dla siebie żony i syna bilety lotnicze na dzień …13 grudnia 1981 r.

Tylko ten, kto zna realia Polski stanu wojennego może wyobrazić sobie los tego człowieka.

Dzisiaj mieszka w USA.

Do Szwecji wyjechałem jak na każdy inny wyjazd sportowy: paszport, ciepła odzież (wiadomo, Szwecja!), sprzęt sportowy. Kilka kryształów i flaszek Wyborowej wzmocnić miało polsko-szwedzką wymianę towarową…”Jajecznica z czterech” była, jak zwykle przy takich wyjazdach, ostatnim posiłkiem. Markotne miny Michała i Wojtka, niepewne „szczęśliwej podróży” Krystyny – to wszystko, co zostało ze wspomnień tamtego, grudniowego dnia.

Jako trener drużyny zapaśniczej znalazłem się w Haparandzie 11 grudnia 1981 roku.

Nic – mimo od przeszło roku trwających niepokojów – nie zwiastowało, że stanie się to tej pamiętnej grudniowej niedzieli, nic z narastającej grozy typowej dla Ptaków Hitchcocka…

Dla mnie, dla nas, dla całej ekipy, od dnia 13 grudnia 81 roku „świat nie był taki sam”… Dzisiaj codziennie słyszymy lub czytamy to zdanie. Trudno porównywać tragedię 11 września na Manhattanie z wydarzeniami z przed 32 lat w Polsce. Nie ma bezwzględnego wymiaru ludzkich dramatów. Każdy przeżywa je na swój sposób.

Każdy z nas stanął przed osobistym dylematem, który trzeba było rozwiązać samemu; natychmiast, bez konsultacji z bliskimi, nawet w formie rozmowy telefonicznej: Wracać czy zostać? 32 ludzkie dramaty, samodzielne decyzje. Niektóre, być może ,rozpamiętywane do dzisiaj zarówno wśród tych  którzy zostali jak i tych którzy powrócili:

Czy zrobiłem dobrze?

Boże, gdyby człowiek wiedział…jaki będzie nasz Kraj po roku 1989, że w roku 2004 Polska zostanie członkiem Unii Europejskiej…

W tych dramatycznych dniach stanowiliśmy szerokie spektrum ludzkich osobowości, studium ludzkich charakterów, bohaterów z powieści Dostojewskiego. Wielu z tych osób znałem bardzo dobrze.

Tak sądziłem…

Dopiero w warunkach stresu ujawnia się nasza osobowość. Ten, którego uważałem za twardego chłopa, okazał się całkiem inny: szamotał się z sobą, płakał, szukał ratunku w alkoholu ,radził się innych nie dostrzegając, że inni mają ten sam dylemat.

Drugi, którego oceniałem jako ” osobowość słabą „, po kilku godzinach oświadczał: Ja wracam. Wracam, ponieważ…Tutaj padło racjonalne wyjaśnienie decyzji. Później, już spokojny, rozluźniony czekał na informacje o dacie wyjazdu.

Od tego czasu jestem bardzo ostrożny w osądach ludzi.

Bilans strat i zysków

Jak potoczyły się nasze losy? Czy zrobiliśmy kariery, czy dalej jesteśmy Polakami, czy za wszelką cenę próbowaliśmy zostać Szwedami?

Na jakich zasadach kształtują się nasze wzajemne kontakty, czy dalej trwają, czy wygasły dawne przyjaźnie pozostawione w Polsce?

Odpowiedz na te pytania nie jest prosta. Wszystko zależy od bagażu osobistych doświadczeń z jakim znalazłem się na emigracji, co mam za sobą: rodzinę, lata pracy, przyjaciół. Jak głęboko tkwię korzeniami w ziemi kraju rodzinnego. Czy wigilijna Julskinka, typowa szwedzka potrawa na wigilijnym stole, zastąpi mi opłatek, karpia w galarecie, dodatkowe nakrycie przy stole wigilijnym dla niespodziewanego gościa. Czy nie będzie mi brakować bicia dzwonów, tłoku na niedzielnej mszy, łagodnych połajań księdza proboszcza?

Ilu z nas utożsamia się z Kristiną ze stronic Vihelm Moberg:s Utvandrarna, która w czterech słowach wyraziła tyle, na co w języku polskim potrzeba byłoby dziesiątek zdań: Där hemma , här borta…(tam w domu, tutaj na obczyźnie). Te cztery słowa dają mi odwagę do wypowiedzenia osobistej refleksji:

Emigracja dla człowieka dorosłego jest szokiem, wysiłkiem często ponad ludzkie siły, trudnym do zrozumienia dla kogoś, kto tego nie przeżył.

 

Czy zrobiliśmy kariery?

Aby odpowiedzieć na pytanie, należy najpierw zdefiniować pojęcie: „zrobić karierę”.

– Jeśli nie maluję sam mieszkania, nie zmieniam opon w samochodzie dlatego, że mój czas jest droższy niż koszt wykonania wspomnianych prac – znaczy to, że zrobiłem karierę. Tak mniej więcej wypowiedział się pewien polski intelektualista w ogólnej dyskusji nad definicją kariery.  Osobiście zgadzam się z takim kryterium.

 

Nie zrobiliśmy karier, ale przecież nie dla zrobienia kariery pozostaliśmy w Szwecji. Od samego początku przyszło nam żyć w kraju stabilnym, gwarantującym bezpieczeństwo, opiekę socjalną. Od początku, przez wszystkie lata staraliśmy się nie być ciężarem dla Gävle, Gästriglad i Szwecji. Staraliśmy się wykorzystać szansę uzupełnienia wykształcenia, walczyliśmy o swoje miejsca na rynku pracy, wychowujemy swoje dzieci na lojalnych obywateli tego kraju, dbając jednocześnie o zachowanie polskiej tradycji, kultury i języka. Niewielki bagaż doświadczeń z jakim przyjechali z komunistycznej Polski do Szwecji nasi 12- i 13- letni synowie, był doświadczeniem wystarczającym. Szybko zrozumieli jaką szansę daje im Szwecja, świat Zachodu i szansę tę wykorzystali.

 

Choć jako 44-latek, najstarszy z ekipy, nie miałem łatwego startu, to walczyłem o swoje miejsce w szwedzkiej społeczności ; zawsze zgodnie z olimpijską dewizą starożytnych Greków: „…idź i walcz, a nie jesteś bez szans…”

Na zawsze zachowam we wdzięcznej pamięci kolegów i przyjaciół  laboratorium

Fabryki „Läkerol”, z którymi przepracowałem blisko 10 lat. Praca w Läkeror jest najsilniejszą kartą moich „szwedzkich lat”, pozwoliła mi czuć się pomiędzy rdzennymi Szwedami jak równy z równym.

 

Dawne przyjaźnie….

Kiedy po siedmiu latach po raz pierwszy pojechałem do Polski, spotkałem się z przyjaciółmi.

Z nimi w czasie lat studenckich dzieliłem pokój akademicki, ostatnią kromkę chleba, oni pożyczali mi ostatnie pieniądze.

–          Co u ciebie, jak sobie radzisz, czy zaaklimatyzowałeś się  w Szwecji, to pytania które

padły kiedyśmy – wyściskawszy się dokładnie – usiedli za stołem jednej z wrocławskich restauracji. I dalej zapadliśmy we wspomnieniach: – Pamiętasz , to było w 1970 roku, nie… mój syn miał wtedy…

Ale dość szybko temat rozmów przyjaciół zszedł  na realia dnia codziennego; Polska tamtych lat, to wciąż jeszcze kraj biedny, gdzie brakowało wszystkiego, gdzie wciąż aktualny był dowcip o różnicy pomiędzy sklepem mięsnym przed  wojną a dziś:  Przed wojną był szyld „Rzeźnik” w  środku było mięso. Dzisiaj czytamy „Mięso” a w środku jest tylko rzeźnik.

Zaczęły się rozmowy gdzie można kupić kafelki, kto ma znajomości w sklepie z armaturą gazowo-elektryczną, meblami, gdzie warto posyłać dzieci na prywatną naukę angielskiego.

Przyjaciele dość szybko zapomnieli o mojej obecności, pochłonięci swoimi doraźnymi kłopotami.

Przyjaźń potrzebuje kontaktu, wspólnego przeżywania życia na co dzień. Bez tego przyjaźń umiera. Wspomnieniami można ją reanimować, ale tylko na chwilę.

Świadom tej prawdy, zapłaciłem rachunek i niespostrzeżony opuściłem restaurację…

Zbigniew Kalinowski

Haparanda – Gavle – Stockholm

Comments are closed.

A sample text widget

Etiam pulvinar consectetur dolor sed malesuada. Ut convallis euismod dolor nec pretium. Nunc ut tristique massa.

Nam sodales mi vitae dolor ullamcorper et vulputate enim accumsan. Morbi orci magna, tincidunt vitae molestie nec, molestie at mi. Nulla nulla lorem, suscipit in posuere in, interdum non magna.