Artykuły

DYMORFIZM PŁCIOWY

W Sejmie nie używa się jednak dobrego argumentu w kwestii tego defektu biologicznego. Gdy byłem młodszy, też wydawało mi się, że homoseksualiści to po prostu ludzie psychicznie chorzy. Sądziłem więc wtedy błędnie, że jest to skłonność nabyta z jakichś tam powodów. Po latach, dzięki naturalnemu gromadzeniu wiedzy wynikającej z obserwacji, przymyśleń i rozwoju nauk medycznych zrozumiałem, że to wrodzony DEFEKT BIOLOGICZNY, że jest to zatem w najwyższym stopniu biologiczna, nie zaś kulturowa… NIENORMALNOŚĆ. W starożytnej Grecji zjawisko to było błędnie interpretowane z powodu ówczesnego braku wiedzy medycznej i naukowo zbadanych jego przyczyn. Skupienie się homoseksualistów w jednym lub kilku miastach było skutkiem nie kulturowego rozprzestrzeniania się tej nienormalności lecz tak jak w dzisiejszym San Francisco było skutkiem procesów migracyjnych. Tych wszystkich występujących w Sejmie „pożytecznych idiotów” przygwoździć można używając argumentu naukowego. A jest nim powszechnie występujący w przyrodzie DYMORFIZM PŁCIOWY. Organizmy wszystkich gatunków występują w dwóch wariantach pod względem płci. Ten podział podporządkowany jest pewnej funkcji – funkcji rozmnażania. To on powstał na pewnym etamie rozwoju życia na naszej planecie, umożliwiając rozwój przyrody od niższych do wyższych form życia, czyli EWOLUCJĘ. To dzięki niej istnieją dziś Pani, Pan, ja a także wszystkie Biedronie, Grodzkie itd.  To dzięki właśnie temu dymorfizmowi płciowemu pojawił się wreszcie człowiek i istnieje ludzkość. I to stanowi podstawę do rozróżniania pomiędzy NORMALNOŚCIĄ a NIENORMALNOŚCIĄ.

I jeszcze jedno. Homoseksualiści to nie „mężczyźni, którzy współżyją z mężczyznami”. To nie żadni mężczyźni lecz hybrydy, swego rodzaju potworki. Tyle tylko, że owa „potworkowatość” jest niewidoczna gołym okiem. Kryje się bowiem pod czaszką.

HOMOFOBIA?

Wymyślono więc i rozpropagowano nieadekwatne w tym kontekście określenie „homofobia”. Nieadekwatne, gdyż naturalny odruch wstrętu nie jest tym samym co jakiś nieuzasadniony, czyli „chorobliwy lęk” przed tym czy owym. Uczucie wstrętu wobec homoseksualizmu, zwane przez „fikusów” („fikus” – szwedzki odpowiednik określenia „pedał”) homofobią, jest wrodzoną – w genach ewolucyjnie zaprogramowaną – reakcją normalnych organizmów na przyrodnicze wynaturzenia. Reakcja ta służy izolowaniu osobników dotkniętych takim czy innym defektem biologicznym od normalnej reszty. Odruch ten chronić ma więc przed funkcjonalną deformacją zagrażającą biologicznemu przetrwaniu. Na podobnej zasadzie funkcjonują wszelkiego rodzaju inne naturalne (wrodzone) odruchy wstrętu.

Propaganda homoseksualna trwa!

Chodzi w niej o to, by w świadomość „homofobicznej” większości wszczepiona została zbitka pojęciowo-skojarzeniowa, wedle której „pedał” (szw. „fikus”) to taki sam mężczyzna jak każdy inny oraz że „popęd” oraz „akt” homoseksualny to taki akt seksualny jak każdy inny, tyle że … trochę „inaczej”.  I że jest to tylko kwestią „wyboru” a nie wrodzonego defektu biologicznego polegającego na hybrydowości – dymorfizmie seksualnym wewnątrz jednego dotkniętego tym obrzydliwym wynaturzeniem organizmu – żeński mózg w męskim ciele (żeński mózg obsługujący męskie organy lub odwrotnie). Defekt ten – wskutek zakłóceń w formowaniu się płci mózgu – powstaje w okresie płodowym, wypaczając całkowicie sens ewolucyjnie zdeterminowanego dymorfizmu płciowego w relacjach między żywymi istotami. Służy temu stworzenie i wykreowanie sztucznego podziału na ludzi homo- i heteroseksualnych, tak jakby jedni i drudzy byli ludźmi normalnymi. Rzecz ciekawa – pomysł ten podchwyciły w USA organizacje ludzi głuchoniemych od urodzenia i od pewnego czasu propagują określanie ludzi słyszących i mówiących normalnie „oralistami”.

……………………………………………………….

(Homoseksualny osobnik to po prostu hybryda cierpiąca na dysfunkcję płciową, na dysfunkcjonalność organizmu. To swego rodzaju upośledzenie fizyczne – potworek, wynaturzenie, monstrum…)

 

HOMO-GŁUPOTA

Nie widać jakoś manifestujących garbatychbrzydkich, krzywonogichkobiet z dwoma głowamililiputów, czy też dla urozmaicenia: koprofagów, sodomistów, nekrofilów, eretonofilów (zabijających partnera w trakcie aktu), kazirodców, masochistów i albinosów – żądających praw ludzkich, równouprawnienia oraz respektu dla swojej inności. Nie przychodzi też nikomu do głowy organizowanie PARAD ludzi krzywonogich, kulawych lub daltonistów. DLACZEGO? Sądzę, że taka „nienormalność” po prostu jest dla normalnej większości zbyt oczywista lub też – jeśli nawet „gołym okiem” niewidoczna, to – szokująca swą monstrualnością. 

Uczucie wstrętu wobec homoseksualizmu, zwane przez „fikusów” („fikus” – szwedzki odpowiednik określenia „pedał”) homofobią, jest wrodzoną – w genach ewolucyjnie zaprogramowaną – reakcją normalnych organizmów na przyrodnicze wynaturzenia. Reakcja ta służy izolowaniu osobników dotkniętych takim czy innym defektem biologicznym od normalnej reszty. Odruch ten chronić ma więc przed funkcjonalną deformacją zagrażającą biologicznemu przetrwaniu. Defekt homoseksualizmu powstaje podczas ciąży w skutek zakłóceń rozwoju płodowego, wywołanych niektórymi chorobami (np. choroba nadnerczy) lub też silnym stresem matki. Nie jest to więc problem moralny. Aktem woli nie można przecież zmienić „płci mózgu”. Mamy tu do czynienia z defektem biologicznym.

Nauka dobrze już zbadała naturę oraz przyczyny tego defektu. Jednymi z ciekawszych były badania, które w 1991 roku doprowadziły amerykańskiego neurobiologa Simona LeVay z Instytutu Salk w San Diego (Kalifornia) do odkrycia, które ogłosił w najbardziej na świecie renomowanym periodyku „SCIENCE” (30 sierpnia 1991, str. 1034-1037). Po raz pierwszy bowiem ujrzały tam światło dzienne różnice w anatomii mózgu pomiędzy homoseksualistami a normalnymi mężczyznami. Na różnicę tę natrafił profesor Simon LeVay dokonując obdukcji 41 ofiar śmiertelnej choroby AIDS (19 homoseksualistów, 16 „heteroseksualnych” mężczyzn i 6 normalnych kobiet). Różnica ta mieściła się w przedniej części hipotalamusa – w centrum nerwowym w spodniej części mózgu. Znajdujący się tam węzeł lub skupisko nerwów miało typowy dla homoseksualistów rozmiar oraz strukturę, bardzo podobną do jej odpowiednika u kobiet. Simon LeVay – który sam jest homoseksualistą – był w pełni świadom, że jego odkrycie może doprowadzić do negatywnych reakcji. Łączyło się bowiem z ryzykiem, iż homoseksualizm może zacząć być traktowany jako defekt biologiczny. Od tego czasu wiedza o naturze i przyczynach homoseksualizmu poczyniła ogromne postępy. Nadal jednak jest marginalizowana i spychana przez media na peryferia świadomości społecznej – w imię „dobrze pojętej” poprawności politycznej (jeśli prawda „rani czyjeś uczucia” – biada prawdzie!).

Osobiście nie uważam aby jakikolwiek defekt, czy też anomalia fizyczna, która ze swej natury nie zależy przecież od woli jej nosiciela, mogła „ranić” czyjeś uczucia. Sam miałem przyjaciela (już nieżyjącego), o którym wiedziałem, że był homoseksualistą. Szanował on jednak moje uczucia, nie przypominając mi własnym zachowaniem o tej „inności” i nie podtykając pod nos aluzji czy skojarzeń z tym, na czym ta jego „inność” polega. Tego jednak nie respektują uczestnicy „parad” czy manifestacji politycznych (?) „gejów” i lesbijek, choć sami respektu dla własnych uczuć oraz własnych „potrzeb” ustawicznie się domagają.

Chciałbym tu przytoczyć fragment znanej już od 23 lat książki Anne Moir i D. Jessela „Płeć mózgu: prawdziwa różnica między mężczyzną i kobietą”. Książka została wydana w Polsce w 1993, potem było kilka kolejnych wznowień (1995, 1999, 2000), ostatnie wydanie w 2002. Wszystkie są tłumaczeniem z wydania angielskiego z 1989 r.  A.Moir, D.Jessel„Brain sex: the real difference between men and women”. Michael Joseph (Penguin) 1989, 9780718128845 (1st ed.). Książka jest zestawieniem wyników konkretnych badań naukowych, dokonanym przez Anne Moir. Anne Moir sama jest naukowcem z uniwersytetu oksfordzkiego a zarazem dziennikarką specjalizującą się w tematyce przyrodniczej, później także producentem BBC:

„W momencie krytycznym, kiedy mózg zaczyna się formować, płód męski poddany zostaje działaniu ogromnej dawki hormonu męskiego. Poziom tego hormonu jest czterokrotnie wyższy niż poziom, który osiągnie on przez cały okres niemowlęcy i dziecięcy. Gwałtowny przybór hormonu męskiego występuje w obu przełomowych momentach rozwoju osobnika płci męskiej: w okresie dojrzewania, kiedy uaktywnia się jego seksualność, oraz sześć tygodni po zapłodnieniu, w chwili, gdy zaczyna się formować jego mózg.

Nastąpić mogą jednak zaburzenia rozwoju. Płód męski może mieć dostateczną ilość hormonów męskich, by zapoczątkować rozwój męskich narządów płciowych, jednak narządy te mogą nie być w stanie wytworzyć takiej dodatkowej ilości hormonów męskich, która spowodowałaby uformowanie się mózgu według wzorca męskiego. Mózg takiego dziecka „pozostaje” kobiecy – urodzi się więc ono z KOBIECYM MÓZGIEM W MĘSKIM CIELE. W taki sam sposób płód żeński może zostać poddany działaniu przypadkowej dawki hormonu męskiego i w efekcie przyjść na świat z MĘSKIM MÓZGIEM W KOBIECYM CIELE.  

[…] „Naukowcy doszli do wniosku, że u człowieka i innych zwierząt w krytycznym stadium rozwoju mózgu występują krytyczne fazy wzrostu komórek nerwowych, na które wpływ ma hormon męski. Jeden z nich tak podsumował ten proces: Wpływ hormonu męskiego w tym krytycznym stadium jest ważny dla zróżnicowania płciowego, ponieważ komórki mózgu uzyskują strukturę […] bardzo odporną na zmiany po urodzeniu. To właśnie wływ hormonów na organizację połączeń nerwowych skłonił neurofizjologów do mówienia o męskim i kobiecym mózgu w chwili narodzin

Jeśli przyczyn naszych zachowań, skłonności umysłu i poglądów należy szukać przede wszystkim w hormonach, to czy mogą one decydować także o naszych skłonnościach seksualnych? Odpowiedź brzmi – tak. Niektóre leki brane w czasie ciąży mogą zakłócić kierunek rozwoju mózgu u płodu, a zakłócenia chemiczne w okresie płodowym – zmienić skłonności seksualne człowieka dorosłego. Wiemy jak spowodować homoseksualizm u szczurów i małp. Niektórzy naukowcy twierdzą, że wiemy, jak zapobiegać homoseksualizmowi u ludzi – przed urodzeniem”. 

Myślę jednak, że nawet bez znajomości wyników badań naukowych nietrudno jest wywnioskować, iż homoseksualizm to nie choroba lecz wrodzony defekt biologiczny. Coś tu się przecież nie zgadza! Jeśli ktoś, posiadając ciało o anatomii męskiej zachowuje się jak kobieta (mimika, sposób mówienia i poruszania się) i jeśli sprawie mu widoczną przyjemność upodabnianie się do niej (przez np. przebieranie się za kobietę) – to takie zachowanie nie może nie mieć związku z jego mózgiem. Nauka wyjaśniła już, jakiego rodzaju jest to związek. Okazało się, że w męskim ciele tkwi żeński mózg. I na odwrót. Jest to więc… DEFEKT.

W przypadku homoseksualizmu defekt ów dotyczy mechanizmu biologicznej reprodukcji, którego funkcjonowanie wynika z dymorfizmu płciowego organizmów uczestniczących w tym procesie. Defekt ten wcale nie polega na tym, że jakakolwiek część organizmu (jego organ) jest wadliwa czy też uszkodzona, lecz na tym, że normalnie zbudowane, o określonej płci ciało – wyposażone jest w równie normalny mózg, tyle tylko że o płci przeciwnej w stosunku do płci tego ciała. Mózg taki dąży zatem w sposób naturalny do kontaktu seksualnego z ciałem o płci przeciwnej wobec swojej płci mózgowej. Nienormalność odnosi się zatem tylko i wyłącznie do błędnie skleconego „podzespołu reprodukcyjnego” – organizmu uczestniczącego w procesie reprodukcyjnym. W następstwie błędnego połączenia elementów tego „podzespołu”, ów heteroseksualny (z punktu widzenia mózgu) popęd, okazuje się być (w odniesieniu do ciała obsługiwanego przez ten mózg) pożądaniem homoseksualnym, choć – jak zauważyłem wyżej – nie jest nim z punktu widzenia mózgu sterującego tym ciałem.

Inaczej mówiąc: homoseksualiści nie mają tak naprawdę żadnego powodu, by czuć się obrażonymi. Określenie „defekt” nie odnosi się przecież do nich, jako istot ludzkich. Słowo to nie odnosi się ani do ich intelektu, ani też do pozostałych składników ich ludzkiej osobowości. Podobnie każda poszczególna część ich ciała jest najzupełniej normalna. Normalny jest ich mózg. Normalne są wszystkie wewnętrzne i zewnętrzne organy ich ciała. Nienormalne jest tylko połączenie ich normalnego mózgu z całą normalną resztą ich ciała. W rezultacie płeć pierwszego oraz drugiego są niejednorodne. Stało się tak nie z ich winy lecz w skutek wrodzonego defektu.

Argument, że nawet u zwierząt zachowania seksualne nie mają na celu reprodukcji  jest o tyle słuszny, co nietrafny. Prawdą jest bowiem, że nie wszystkie czynności seksualne prowadzić muszą do zapłodnienia (choć akurat zwierzęta żadnego celu sobie w tym akcie nie stawiają). Jedynym stymulatorem jest w tym wypadku pragnienie przyjemności. Jednak spór dotyczy czegoś innego – tego, czy czynności seksualne heteroseksualnych, a więc normalnych osobników (bez względu na to, czy prowadzą do zapłodnienia, czy też nie) sprawiają przyjemność dlatego, że są kontaktem seksualnym z osobnikami płci przeciwnej, czy może nie dlatego. Różnice płciowe (dymorfizm) są jednak nieprzypadkowe. Są one wzajemnie ze sobą skorelowane w sposób determinujący ich funkcjonalną komplementarność. To właśnie dzięki nim działać może mechanizm biologicznej reprodukcji. Uczestniczy w tym biologiczny stymulator – wybór: „przyjemność-nieprzyjemność”. Okazuje się, że dla normalnego człowieka (ze wspomnianych już powodów  również dla homoseksualisty) kontakt o charakterze seksualnym z ciałem o płci identycznej w stosunku do płci własnego mózgu budzić musi odrazę. Odrazy tej nie są w stanie zaszczepić nawyki kulturowe. Jest ona bowiem wrodzoną funkcją mózgu. Od kilkudziesięciu lat media skutecznie wekslują spór wokół homoseksualizmu na wątki uboczne lub wręcz kończące się ślepo, tak aby opinia publiczna traciła z pola widzenia rzecz podstawową. Jest nią wspomniana stymulacja seksualna. Podniecenia seksualnego nie może bowiem w przypadku organizmu (osoby) o ukształtowanej płci budzić obecność, widok czy nawet samo tylko wyobrażenie ciała o tej samem płci, zwłaszcza tych jego fragmentów, które anatomicznie odróżniają jedną płeć od drugiej.

BISEKSUALIZM jest natomiast wynikiem przerwanego (zatrzymanego gdzieś w środkowej fazie) procesu formowania się mózgu płodu w kierunku męskim. Przykłady tzw. „wyleczenia” dotyczą zatem niewielkiej tylko cząstki ludzi dotkniętych homoseksualną anomalią. W niczym więc nie podważają znanego nauce od ponad 20 już lat związku pomiędzy płcią mózgu a homoseksualizmem. Te „wyleczenia” są jedynie skutkiem „perswazji”, w wyniku której osoby biseksualne dają się przekonać (np. z powodów religijnych) do wyboru „właściwego” partnera w stosunku do płci zewnętrznej swego ciała. Jedynie osoby biseksualne mogą dokonać tego wyboru, choć w dalszym ciągu pozostają biseksualistami. Anatomi mózgu nie da się już bowiem zmienić po urodzeniu. Dla zewnętrznego obserwatora – nie zdającego sobie sprawy z płci mózgu u obserwowanych osobników – obcowanie płciowe osób homoseksualnych wygląda zawsze tak,  jakby było obcowaniem osobników tej samej płci. W rzeczywistości mózgi osób homoseksualnych pragną i podobnie do naszychmózgów dążą do kontaktu z ciałem płci przeciwnej.

Każdy mózg dąży w sposób naturalny do kontaktu seksualnego z ciałem o płci przeciwnej wobec płci własnej. Homoseksualiści rozwiązują ten problem poprzez kontakt fizyczny z ciałem innego homoseksualisty. Jest ono bowiem podobnie do ich własnego ciała wyposażone w męskie organy płciowe, czyli przeciwstawne płci ich mózgu. Są więc w ten sposób „heteroseksualni”, ponieważ podobnie jak i my identyfikują się z płcią własnego mózgu, a nie z płcią organów zewnętrznych swego ciała. Nie mają o tym najczęściej pojęcia ani oni, ani też normalni obserwatorzy ich zachowań – wyciągając absurdalny wniosek, iż oto… „mężczyźni pożądają mężczyzn”.  Homoseksualiści nie są jednak mężczyznami. Jest tak dlatego, że identyfikajca płciowa zawsze dotyczy własnego mózgu. A to przecież mózg jest siedliskiem naszej świadomości, a więc również naszej samoświadomości. Okazuje się, że dla normalnego człowieka (ze wspomnianych już powodów również dla homoseksualisty) kontakt o charakterze seksualnym z ciałem o identycznej płci (w stosunku do płci mózgu) budzi odrazę. Odrazy tej nie są w stanie zaszczepić nawyki kulturowe. Jest ona bowiem wrodzoną funkcją mózgu. Nienormalność odnosi się zatem tylko i wyłącznie do błędnie skleconego „podzespołu reprodukcyjnego” – organizmu uczestniczącego w procesie reprodukcyjnym. W następstwie błędnego połączenia elementów tego „podzespołu”, ów heteroseksualny (z punktu widzenia mózgu) popęd, okazuje się być (w odniesieniu do ciała obsługiwanego przez ten mózg) pożądaniem homoseksualnym, choć – jak zauważyłem wyżej – nie jest nim z punktu widzenia mózgu sterującego tym ciałem. 

Istota żywa, która rodzi się z jakimś defektem biologicznym nie jest w sposób oczywisty organizmem normalnym. Zarówno ktoś kto urodził się z zespołem Downa, z defektem wzroku zwanym daltonizmem, czy też z męskim mózgiem w kobiecym ciele (lub na odwrót) – jest organizmem nienormalnym. Nie należy tego faktu oceniać w kategoriach moralnych, gdyż stan ten nie zależy od woli jego nosiciela. Moralnej ocenie podlega natomiast zachowanie się tych osób wobec normalnej większości. Kryterium normalności (naturalności biologicznej) może być tylko i wyłącznie odniesienie do sensu słowa DEFEKT.

Unikanie definiowania pojęć kluczowych dla danego sporu pojawia się zawsze w debatach, w tle których majaczy tzw. „poprawność polityczna”. Zakończę więc definicją określenia „defekt”, która brzmieć winna moim zdaniem następująco:

DEFEKT jest to taki błąd czy też taka zmiana w konstrukcji dowolnego mechanizmu, która wywołując jego dysfunkcję, pozbawia go funkcjonalnego sensu.

 

Tomasz Strzyżewski

PS – podaję link do b. długiego i dość zażartego sporu, który kilka lat temu wywołałem powyższym tekstem na forum portalu Stowarzyszenia Wolnego Słowa. Wówczas byłem jeszcze członkiem SWS:  http://forum.sws.org.pl/viewtopic.php?p=1981&highlight=#1981

Wielka Ksi?ga Cenzury 1977
Polskie manuskrypty za granic?