Niekończące się kłopoty Grzegorza Brauna

Szanowni Państwo,

Grzegorz Braun został skazany  na tydzień aresztu za obrazę sądu. Jak mówi  Grzegorz : „Jestem we Wrocławiu sądzony za rzekomą napaść na Policję – po tym, jak wiosną 2008 roku to ja zostałem poturbowany przez tajniaków, poskarżyłem się urzędowo, po czym moje skargi zostały odrzucone, a ja sam zostałem postawiony przed sądem. I stoję tak już siódmy rok – a końca nie widać. Na początku tego roku poskarżyłem się wreszcie na przewlekłość postępowania – i tę skargę odrzucono”.

W lutym 2010 roku napisałem tekst, który ukazał się w „Gazecie Polskiej”  opisujący zmagania Grzegorza Brauna z polską rzeczywistością. W związku z ostatnimi decyzjami sądu czuję się w obowiązku przypomnieć ten tekst.

…………………………………………………………………………………………………..

Ręce wykręcone na plecy zostały skute kajdankami, które jeden z anonimowych napastników zacisnął jeszcze dodatkowo, by bardziej bolało. Owszem, bolało – ale nie to najbardziej. Bo zaraz potem któryś z dziarskich chłopców wyłamał mi palce”.

Niekończące się kłopoty Grzegorza Brauna

Grzegorz Braun, autor filmów wydobywających prawdę o naszej historii: „Plusy dodatnie, plusy ujemne”, Marsz wyzwolicieli” czy ostatnio (wspólnie z Robertem Kaczmarkiem) „Towarzysz generał”, został oskarżony o… pobicie kilku policjantów. 

Braun lubi pakować się w kłopoty. To nakręci film „Plusy dodatnie, plusy ujemne”  mówiący o domniemanej agenturalnej przeszłości Lecha Wałęsy, to znów ujawni  informację o współpracy prof. Jana Miodka z SB, za co zostaje skazany w procesie cywilnym i… natychmiast traci pracę na Uniwersytecie Wrocławskim, w Radio Wrocław i TV Wrocław. Film „Towarzysz generał” zapoczątkował nowe problemy Grzegorza Brauna. Zwolennicy Jaruzelskiego przypominają wszystkie procesy cywilne w których pozwanym jest Braun. Tylko o jednym procesie karnym było do tej pory cicho, procesie w którym Grzegorz Braun oskarżony jest o pobicie kilku policjantów.

W kwietniu 2008 roku we Wrocławiu Grzegorz Braun był świadkiem kończącej się już demonstracji mającej uczcić rocznicę zbrodni w Katyniu. Na ulicy Katedralnej, otoczeni przez policję uzbrojoną w broń długą i miotacze gazu łzawiącego, pozostali jedynie spokojnie zachowujący się nacjonaliści z NOP i ONR.

Ze zdumieniem obserwując pokaz siły w wykonaniu policji, Braun zapytał dowódcę o zamiary wobec demonstrantów. Po krótkiej chwili sam został zaatakowany przez policjantów w cywilu. Tak relacjonuje swojemu prawnikowi to wydarzenie: „chwycili mnie już za ramiona i zaczęli ciągnąć „na stronę”. Zrobiło się ich więcej – może czterech, może sześciu. Trudno mi było liczyć, bo tymczasem ci pierwsi wykręcili mi już ręce – co w naturalny sposób zawęziło moje pole widzenia, jako że jednocześnie mój kark przygięty został do ziemi. Pamiętam, że kilkakrotnie wypowiedziałem słowa: „Nie stawiam oporu”. W odpowiedzi zostałem powalony na bruk – przy czym ktoś strącił mi okulary. Ręce wykręcone na plecy zostały skute kajdankami, które jeden z anonimowych napastników zacisnął jeszcze dodatkowo, by bardziej bolało. Owszem, bolało – ale nie to najbardziej. Bo zaraz potem któryś z dziarskich chłopców wyłamał mi palce.

Został przewieziony na komisariat, gdzie spędził trzy godziny, w tym czasie sporządzono protokół z zatrzymania, którego jednak nie podpisał.

Złożył natomiast zeznania. Jak mówi – chciałem, by moja relacja natychmiast przyjęła formę urzędową. Co znamienne: na pytanie, w jakim charakterze mam być przesłuchany, kolejny funkcjonariusz (łącznie przewinęło się ich może ok. tuzina) oznajmił, że – „w charakterze świadka”. Zapytany przeze mnie, odkąd to świadków sprowadza się w kajdankach i po uprzednim „rzuceniu na glebę”, wyjaśnił, że „nie ma informacji o jakichkolwiek podejrzeniach” i nie ma „podstaw do stawiania mi żadnych zarzutów”. Podyktowałem zatem do protokołu opis zdarzeń, których byłem „świadkiem” we własnej sprawie.

Po zwolnieniu reżyser postanowił wnieść skargę na działanie policji i wyegzekwować wyjaśnienia, przeprosiny i obietnicę poprawy. Na złożoną skargę policja zareagowała wniesieniem doniesienia na Grzegorza Brauna zarzucając mu pobicie kilku (sic!) policjantów i utrudnianie policyjnej interwencji. Proces przeciwko Braunowi rozpoczął się latem 2008 roku; grozi mu 5 lat więzienia, a do dnia dzisiejszego odbyło się kilka rozpraw, które za każdym razem były wyłączone z jawności. W ubiegłym tygodniu odbyła się kolejna rozprawa, ale tym razem na sali sądowej stawiło się kilkadziesiąt osób i wreszcie sprawą zainteresowały się media. Pani sędzia Barbara Kaszyca widząc tak liczną publiczność ponownie utajniła proces, jednak coś się zmieniło i proces nabrał przyspieszenia; w marcu zaplanowano aż trzy posiedzenia sądu.

Po rozprawie poprosiliśmy Grzegorza Brauna o komentarz: Gdybym był winien czegokolwiek z tego, o co mnie fałszywie oskarżają policjanci i prokuratorzy, to by znaczyło, ze jestem nie tylko groźnym, ale i perfidnym bandytą. Groźnym, bo charakteryzują mnie tu jako nieprzeciętnego śmiałka i zabijakę. A perfidnym – bo od początku publicznie twierdzę, że to mnie policjanci poturbowali po tym, jak naiwnie oczekiwałem, że mi sie regulaminowo wylegitymują. Jeśli jestem takim bezczelnym łobuzem i kłamcą, to po cóż mnie sądzić za zamkniętymi drzwiami – lepiej publicznie napiętnować, niech opinia publiczna wie, z kim ma do czynienia. No i czemu to trwa tak długo? Rzekomo targnąłem sie na nietykalność funkcjonariusza – i oto najpierw zostałem puszczony wolno z komisariatu, a wkrótce minie juz drugi rok mojej „bezkarności”. Czy to nie skandal? Wszyscy obywatele, zwłaszcza funkcjonariusze oddziałów prewencji maja dobry powód, by nie czuć sie bezpiecznie – dopóki chodzę „po wolności”. Chyba, ze to ja mówię prawdę – a zmowę kłamców tworzy kilku funkcjonariuszy wrocławskiej policji pod patronatem tutejszej prokuratury i sądów. Wówczas z kolei to społeczeństwo ma prawo czuć sie nieco mniej bezpiecznie. Bo jeśli odporność psychiczna policjanta wyczerpuje i przekracza oczekiwanie, że się ów policjant regulaminowo wylegitymuje – to co będzie w poważniejszej sytuacji, nie daj Boże, z użyciem broni?”

Miejmy nadzieję, że ten kuriozalny proces będzie miał szybki i szczęśliwy koniec, a emisja filmu „Towarzysz generał” nie będzie miała wpływu na decyzję sądu. Przecież żyjemy w państwie prawa, prawda ?

 

Ryszard Kapuściński

 

—————————

Ryszard Kapuściński

ryszard.kapuscinski@gazetapolska.pl
tel. 505 038 217

 

Biuro Klubów „Gazety Polskiej”
ul. Jagiellońska 11/7

31-011 Kraków

 

Comments are closed.

A sample text widget

Etiam pulvinar consectetur dolor sed malesuada. Ut convallis euismod dolor nec pretium. Nunc ut tristique massa.

Nam sodales mi vitae dolor ullamcorper et vulputate enim accumsan. Morbi orci magna, tincidunt vitae molestie nec, molestie at mi. Nulla nulla lorem, suscipit in posuere in, interdum non magna.