Ku pokrzepieniu serc

„Larum grają…” – tak można ocenić informacje ujawnione na stronicach „w Polityce”, po zakończonych właśnie egzaminach gimnazjalnych. Oberwało się pani minister Krystynie Szumilas, uczniom twierdzącym, że partią rządzącą w Polsce jest Ruch Palikota, jak i tym, którzy twierdzą, że w polskim parlamencie jest czterech posłów, oraz tym, którzy nie potrafią wymienić nazwy kontynentów jak i daty bitwy pod Grunwaldem.

Ale przecież pani minister „chciała dobrze”…

Bo czy wielkim uchybieniem można nazwać ulokowanie daty bitwy pod Grunwaldem w roku 1810?

Poniżej opisuję przypadek, który dotknął mnie osobiście.

Wiele matek ma słabość do manifestowania nadzwyczajności swoich dzieci. Mama moja słabość tę miała rozwiniętą nad wyraz i wykorzystywała każdą okazję, aby wypchnąć mnie przed szereg.

Kiedyś, na okoliczność pewnej rodzinnej uroczystości, zorganizowała, niby to całkiem ad hoc, historyczny konkurs, wieszcząc – z uwagi na małą konkurencję – mój sukces. Kiedy jednak Bitwę pod Grunwaldem właśnie, ten symbol przewag oręża polskiego, przyniosłem w mroki wczesnego średniowiecza i ulokowałem w roku 1110, to… – Pani Kalinowska, niech pani pozwoli sobie powiedzieć… Proboszcz i kierownik szkoły, autorytety moralne i intelektualne Murzynna i okolic, bronili wespół prawdy historycznej. – Ale przecież Zbyszek mówi….Z całą matczyną miłością, ślepą wiarą w Jej syna, w Jej Nadzieje, szła Mama w zaparte… Pamiętam zawód w Jej oczach. Mamo, jeszcze raz przepraszam!

Przeżyłem to boleśnie, przyznaję. Robiłem wszystko, aby świadectwa niewiedzy, jak to i jej podobne,  nie powtórzyły się. Stosowałem miedzy innymi  metodę „mnemotechniczną”.

W latach wczesno powojennych znana była – i stosowana powszechnie – pewna receptura kulinarna, gdzie mnemotechnicznie właśnie, przydatna była data bitwy pod Grunwaldem – 1410; 1 gram drożdży, 4 kilogramy cukru i 10 litrów wody. Co to za produkt, pyta Czytelnik. Nie!! Nie powiem nawet na mękach! Pierwsza litera? No, dobrze… wyraz rozpoczyna się na literę „b”. Znany był w piosence:

…siekiera, motyka, b….. szklanka

W nocy nalot, w dzień łapanka…

Była to swego rodzaju „waluta”, za którą można było kupić wszystko!

Po informacji, że nazwa waluty rozpoczyna się na literę „b”, proszę nie obiecywać sobie zbyt wiele. Dlaczego?

Lata siedemdziesiąte. Poniedziałek w pracy, w „czerwonym Pafawagu”. – Byłem wczoraj u Iksińskich na urodzinach, zwierza się jeden z kolegów. Gospodarz podał do drugiego dania wódkę, mówi kolega głosem pełnym wspomnień… Jak się nazywała? Na „t” jakoś. Tarniówka, „tata z mamą” – podpowiadają eksperci. – Już wiem, krzyknął przed fajrantem. Ratafia!

Co wspólnego ma to, co napisałem , z „Ku pokrzepieniu serc”?  Tak, wiem, niewiele … Ale przez ostatnie tygodnie działo się tyle smutnych historii. Nie oszczędzały nas polskie ani szwedzkie media…

Całość przyozdobię więc  jeszcze bardziej optymistycznym akcentem – cytatem kończącym artykuł „w Polityce”:

„Jeśli MEN nie ruszy głową, pozostanie nam tajne nauczanie i masowy odwrót od szkół publicznych. W przeciwnym razie staniemy się społeczeństwem niedouczonych idiotów.”

I, Pani Minister – co Pani na to?

Zbigniew Kalinowski

Comments are closed.

A sample text widget

Etiam pulvinar consectetur dolor sed malesuada. Ut convallis euismod dolor nec pretium. Nunc ut tristique massa.

Nam sodales mi vitae dolor ullamcorper et vulputate enim accumsan. Morbi orci magna, tincidunt vitae molestie nec, molestie at mi. Nulla nulla lorem, suscipit in posuere in, interdum non magna.