Fałszowanie historii KOR - 2

Justyna Błażejowska

 

W związku z uhonorowaniem KOR-u przez ambasadora Stanów Zjednoczonych Nagrodą Wolności im. Jana Karskiego głos zabrał prof. Andrzej Friszke, który – w rozmowie z Adamem Leszczyńskim – odniósł się do artykułu mojego autorstwa opublikowanego w czwartkowym wydaniu „Gazety Polskiej Codziennie”.

 

                     KOR – jaki był… Nie każdy widzi…

 

                    Pisałam o kreowaniu na łamach „Gazety Wyborczej” przez środowisko dawnych „komandosów” własnej – dalekiej od prawdy – wersji dziejów Komitetu Obrony Robotników i Komitetu Samoobrony Społecznej „KOR”. Przedstawiając cudze zasługi jako własne dążą oni do przejęcia dokonań nurtu niepodległościowego opozycji.

             Ich nie chroniło po prostu nic…

                    Na wstępie warto zauważyć, że redakcja dziennika nie wyszła poza wcześniej stosowane metody. W ramce zamieszczonej pod wywiadem („GW”, 5-6.07.2014) wymieniła w jednej grupie – bez żadnego dodatkowego wewnętrznego podziału i w kolejności alfabetycznej – wszystkich trzydziestu ośmiu członków KOR-u i / lub KSS „KOR”, choć między akcesem do KOR-u czternastu sygnatariuszy „Apelu do społeczeństwa i władz PRL” z 23 września 1976 r., a przyjęciem – do zreorganizowanego 29 września 1977 r. KSS „KOR” – ostatniej osoby minęło ponad trzy i pół roku. A przecież zmieniały się w tym czasie formy działalności i… stopnie zagrożenia ze strony władzy i Służby Bezpieczeństwa. Na samym początku panowało powszechne przekonanie, że utworzenie Komitetu poprzez podanie nazwisk do publicznej wiadomości przyniesie natychmiastowe aresztowania i wysokie wyroki. Atmosferę tamtych dni dobrze oddają słowa Antoniego Libery: „Nie ukrywam, że moja pierwsza reakcja na deklarację [Piotra] Naimskiego – że trzeba działać jawnie […] – była sceptyczna. Sądziłem, że jest to straceńczy ruch, który dla większości skończy się więzieniem”. Jako jedyni przedstawiciele młodego pokolenia opozycjonistów sygnowali dokument założycielski Stanisław Barańczak (ur. 1946), Antoni Macierewicz (ur. 1948) i Piotr Naimski (ur. 1951). Wiek pozostałych mieścił się w przedziale osiemdziesiąt osiem (prof. Edward Lipiński) – czterdzieści dwa (Jacek Kuroń). Poza Kuroniem i ks. Janem Zieją (ur. 1897) zaliczali się do sławnych postaci ze świata nauki i kultury lub wybitnych przedwojennych działaczy politycznych. O ile jeszcze Barańczak cieszył się uznaniem jako poeta o bogatym dorobku, o tyle historyka i szeregowego wykładowcę Uniwersytetu Warszawskiego Antoniego Macierewicza i biochemika, doktoranta Polskiej Akademii Nauk Piotra Naimskiego – nie chroniło po prostu nic…

            „Naskoczył z pretensjami o moich przyjaciół”

                    Andrzej Friszke podkreślił w wywiadzie, że środowisko „komandosów” było „bardzo aktywne wśród organizatorów akcji KOR”. Nie odpowiedział jednak na pytanie, dlaczego do KOR-u przystąpił z tego grona tylko Adam Michnik – 29 kwietnia 1977 r., z chwilą powrotu z Europy Zachodniej, gdzie przebywał przez ponad osiem miesięcy. Właściwe wyjaśnienie może znajdować się w zapisie we wspomnieniach Jacka Kuronia „Gwiezdny czas. »Wiary i winy« dalszy ciąg” dotyczącym pierwszej i najtrudniejszej jesieni:[Macierewicz, J.B.] naskoczył z pretensjami do mnie o moich przyjaciół, ludzi z Marca’68 i tych wszystkich, z którymi działałem: Sewka Blumsztajna, Janka Lityńskiego, Tereski Boguckiej, Basi Toruńczyk. Krzyczał, że są nieobecni, że nie mają czasu. […] Oni twierdzili – co usłyszałem później – że Antek nie chciał przyjmować ich do współpracy, tłumaczył, że swoimi znanymi milicji osobami będą nas dekonspirować”. Książka ukazała się w 1991 r., kiedy otwarty konflikt między obydwoma politykami trwał już ponad dziesięć lat i dlatego trudno wyobrazić sobie, aby autor powiększył zasługi przeciwnika i umniejszał wkład „swoich” ludzi. Wystarczy zresztą zapoznać się ze składem pierwszych ekip jeżdżących na procesy radomskie, a pretensje organizatora wyjazdów okażą się w pełni uzasadnione.

                    Andrzej Friszke za „najlepszy dowód” zaangażowania uznał sporządzoną przez Służbę Bezpieczeństwa w październiku 1976 r. i obejmującą kilkoro „komandosów” listę czternastu osób wytypowanych do zatrzymania w przygotowywanym uderzeniu policyjnym. Okazuje się jednak, że do materiałów o takiej proweniencji prezentuje stosunek… ambiwalentny. Jeśli potwierdzają przyjęte z góry tezy nie podważa ich wiarygodności: „Są dziś ludzie, nawet dość liczni, którzy nie mogą pogodzić się z kształtem tej historii. […] Dla nich prawda zawarta w archiwach, także policyjnych [podkr. J.B.], jest bezlitosna” – zaznaczył w zakończeniu monografii środowiska („Anatomia buntu. Kuroń, Modzelewski i komandosi”, Kraków 2010, s. 892). Zupełnie inaczej odnosił się do dokumentacji mówiącej o historycznej roli Antoniego Macierewicza. „Bardzo zaskakujące jest […], że on przez tę bezpiekę, przez wrzesień, październik [1980 r., J.B.], był uważany za głównego doradcę »Solidarności« Mazowsza” – powiedział w trakcie panelu dyskusyjnego w listopadzie 2007 r. Po czym dodał: „Tak! Według nich jest głównym doradcą, a ja z autopsji pamiętam, że to jest nieprawda” („»Solidarność« Mazowsze 1980-1981. Spotkanie z członkami Prezydium Regionu”, rozm. A. Friszke, [Warszawa] 2008, s. 43-44).

 

            „Antek zaczął biegać z Piotrem”

                    Inaczej niż chciałby Andrzej Friszke wygląda kwestia stanowiska wobec powołania KOR-u, jakie obrały osobistości cieszące się społecznym autorytetem i mogące osłaniać najbardziej narażoną na represje młodzież. Na spotkaniu u prof. Edwarda Lipińskiego 12 września 1976 r., na którym Jan Józef Lipski, Piotr Naimski i kierujący tzw. grupą radomską Mirosław Chojecki nakreślili przebieg akcji pomocy i ideę zinstytucjonalizowania działalności, nie zdecydowały się poprzeć projektu. Chojecki relacjonował: [Piotr Naimski, J.B.] referował sprawy Ursusa, ja Radomia. Wszyscy przyszli na to zebranie, żeby zawiązać komitet. A pani Aniela Steinsbergowa, po godzinie czy dwóch dyskusji, jak to ma funkcjonować itd., powiedziała: »Proszę państwa, ale nas zaraz zamkną«. Jak prawnik mówi, że zamkną, znaczy zamkną i wszyscy zrezygnowali. […] No, ale Antek [Macierewicz, J.B.] zaczął biegać z Piotrem [Naimskim, J.B.], żeby jednak to ciało zorganizować i 23 września powstał Komitet Obrony Robotników”. Użyczenia nazwisk odmówili Andrzej Kijowski, Kazimierz Brandys, Wiktor Woroszylski, Stanisław Hartman… Przygotowany przez Macierewicza i doredagowany z udziałem Piotra Naimskiego, Wojciecha Onyszkiewicza, Jana Józefa Lipskiego i Jana Olszewskiego dokument założycielski KOR-u oceniło kilku literatów jako „niezdarny”, „sklecony z różnych wątków, głupi i w dodatku źle napisany” (AIPN, 0204/1405, t. 5, k. 26). Jerzego Andrzejewskiego udało się przekonać w końcu Naimskiemu. Poza Lipskim niezwykle istotną rolę odgrywał – o czym nie wspomniał prof. Friszke – mecenas Olszewski. Nie złożył akcesu do Komitetu, ponieważ przeważyła obawa przed pozbawieniem przez władzę „etatowego” obrońcy opozycji prawa do wykonywania zawodu.

                  Wbrew temu, co twierdzi cytowany badacz dziejów najnowszych, dokonywanie podziału sygnatariuszy „Apelu do społeczeństwa…” na „mniej lub bardziej ważnych” oraz wyróżnianie poszczególnych członków KOR-u i / lub KSS „KOR” w zależności od wkładu pracy i stopnia zaangażowania (przykładowo, Jerzy Andrzejewski w ogóle nie uczestniczył w bieżącej działalności) nie jest „grubą nieprzyzwoitością” ani „dość podłym dzieleniem włosa na czworo”, a elementarnym obowiązkiem każdego historyka stawiającego sobie za cel dążenie do pokazania prawdy.

                  Dotychczas zresztą Andrzej Friszke eksponował niemal wyłącznie zasługi „legendarnej postaci opozycji” – Jacka Kuronia. Innego członka Komitetu Obrony Robotników – Stefana Kaczorowskiego określił słowami: „staruszek, o którego przeszłości nic szczególnego nie wiedziano, nieaktywny we wcześniejszych akcjach i dopiero co [15 stycznia 1977 r., J.B.] przyjęty do KOR-u” („Czas KOR-u. Jacek Kuroń a geneza Solidarności”, Kraków 2010, s. 160).

 

           Próbowaliśmy namawiać starszych ludzi

                   Rozmówca Adama Leszczyńskiego powiedział o wytypowanym przez ambasadora Stanów Zjednoczonych do odbioru Nagrody Wolności Bogdanie Borusewiczu. „Faktycznie nie był założycielem KOR, nie podpisał pierwszego apelu”, ale „był wtedy bardzo młodym człowiekiem [urodził się w 1949 r., okazuje się więc o rok młodszy od Macierewicza i dwa lata starszy od Naimskiego, J.B.], nikt go nie znał i do głowy nikomu nie przyszło, żeby to zaproponować. Przystąpił do KOR wkrótce potem [22 listopada 1976 r., J.B.], kiedy wpadł w Radomiu z akcją pomocy. […] Ujawnienie się dawało pewną ochronę przed bezpieką”. Powyższa wypowiedź częściowo pokrywa się z tym, co opowiadał sam zainteresowany: „Za pierwszym razem nikogo [w Radomiu, J.B.] nie znalazłem. Ale za drugim poszedłem do budynku sądu i tam trafiłem na Macierewicza, Jana Tomasza Lipskiego [syna Jana Józefa, J.B.] i innych. […] Kiedy dowiedzieliśmy się o powoływaniu KOR, zaczęliśmy się zastanawiać, czy ktoś z Gdańska nie powinien tam wejść. Ja mówiłem: chcę najpierw napisać pracę magisterską. A oni [koledzy, J.B.] na to, że chcą skończyć studia. Więc próbowaliśmy namawiać starszych ludzi: chodziliśmy do jakiegoś pracownika naukowego z Akademii Medycznej, wysyłaliśmy sygnały Lechowi Bądkowskiemu. Ale ostatecznie nikt nie chciał. Więc powiedziałem, że się zgadzam” (P. Zaremba, „Młodopolacy. Historia Ruchu Młodej Polski”, Gdańsk 2000, s. 49-50).

                   Według relacji Janusza Krupskiego Borusewicz dołączył do KOR-u z ramienia opozycyjnej młodzieży z Lublina: „Po powstaniu Komitetu otrzymaliśmy propozycję, aby ktoś z nas reprezentował w nim środowisko lubelskie. Było ono skupione między KUL-em i Duszpasterstwem Akademickim i rozważaliśmy wydelegowanie o. Ludwika Wiśniewskiego. Wybraliśmy ostatecznie Bogdana Borusewicza, który w gruncie rzeczy już od nas odchodził. Był wprawdzie jeszcze przed obroną pracy magisterskiej, ale odwiedzał Lublin coraz rzadziej, a po wstąpieniu do KOR-u właściwie przestał przyjeżdżać. Komitet tak go wciągnął, Komitet i działalność na Wybrzeżu, że na inne rzeczy brakowało mu czasu” („… całym życiem pełnić służbę…”, relacje zebrała i oprac. J. Błażejowska, Warszawa-Kraków 2011, s. 106).

 

           Macierewicza trzeba „ugotować”

                   Przy okazji wręczenia nagrody im. Jana Karskiego eksponowano postać Seweryna Blumsztajna, choć – o czym przypomniała Irena Lasota („Rz”, 3.07.2014) – nie był on członkiem KOR-u (a – od 31 października 1977 r. – KSS „KOR”). Dzięki „Wiadomościom” (TVP 1, 4.07.2014 r., godz. 19.30) pojawił się na ekranach telewizorów. Na zdjęciu z uroczystości opublikowanym w „Gazecie Wyborczej” (5-6.07.2014) znajduje się na pierwszym planie w objęciach prezydenta Bronisława Komorowskiego.

                   Dyskredytowanie Antoniego Macierewicza jako niepodległościowego działacza opozycji w PRL-u nie zaczęło się – bynajmniej – dopiero w III Rzeczypospolitej. Już na przełomie lat 70. i 80. przybrało takie rozmiary, że nawet wywodząca się z grona „komandosów” Teresa Bogucka wskazywała na konieczność zaprzestania ataków ze strony swoich przyjaciół. Jesienią 1981 r. Michnik miał rzucić w obecności Konrada Bielińskiego propozycję „zrobienia filmu, który będzie odbiciem życia A[ntoniego] Macierewicza. Figurant [czyli Michnik, J.B.] podjął się napisać szkice scenariusza do filmu w formie listu i razem z Kuroniem rozpracują go na sceny do filmu. Zdaniem figuranta w filmie tym »trzeba Macierewicza ugotować«” (Meldunek operacyjny z 14.10.1981, AIPN, 0248/134, t. 3, k. 207). Próby kompromitowania przeciwnika nie przynosiły spodziewanych rezultatów, skoro – według informacji uzyskanej przez Służbę Bezpieczeństwa – Eugeniusz Smolar w rozmowie z Michnikiem 15 października 1981 r. „zasygnalizował odczuwalną niechęć osób związanych z emigracją na Zachodzie do osoby Adama Michnika, którego do tej pory nie mogli atakować, ponieważ należał on do KOR-u. Według Smolara bohaterem narodowym na emigracji może zostać Antoni Macierewicz” (Meldunek operacyjny z 17.10.1981, AIPN, 0248/134, t. 3, k. 211).

                  Kilka lat temu Macierewicz rzeczywiście nie wyraził zgody na ogłoszenie relacji udzielonej Andrzejowi Friszkemu i Andrzejowi Paczkowskiemu w 1981 r. Niezgodne z prawdą okazuje się natomiast stwierdzenie, że postąpił tak jako jedyny spośród nagranych (odmówił także Wojciech Arkuszewski). Mylny byłby wniosek, jakoby pomysłodawca i założyciel KOR-u sam skazał się na takie, a nie inne traktowanie przez historiografię. Historycy i publicyści nie powołują się np. na świadectwa zamieszczone w wydanej w 2011 r. i liczącej około stu stron książeczce „… Całym życiem pełnić służbę…” O akcji pomocy represjonowanym po wydarzeniach Czerwca’76, Komitecie Obrony Robotników i Komitecie Samoobrony Społecznej „KOR” opowiadają tam Antoni Macierewicz i Piotr Naimski, Marek Barański, Wojciech Fałkowski i Krzysztof Łączyński, Marcin Gugulski i Agata Runowicz, Urszula Doroszewska i Ludwik Dorn – uczestnicy środowiska 1. Warszawskiej Drużyny Harcerzy im. Romualda Traugutta czyli „Czarnej Jedynki” i Gromady „Włóczęgów”…

                   Sprawy zaszły jednak za daleko… Decyzja ambasadora Stanów Zjednoczonych o przekazaniu Nagrody Wolności na ręce Bogdana Borusewicza wywołała protesty zarówno w kraju, jak i zagranicą – Kongres Polonii Amerykańskiej w Południowej Kalifornii wyraźnie dał do zrozumienia, co sądzi o zakłamywaniu historii.

Comments are closed.

A sample text widget

Etiam pulvinar consectetur dolor sed malesuada. Ut convallis euismod dolor nec pretium. Nunc ut tristique massa.

Nam sodales mi vitae dolor ullamcorper et vulputate enim accumsan. Morbi orci magna, tincidunt vitae molestie nec, molestie at mi. Nulla nulla lorem, suscipit in posuere in, interdum non magna.